Na tle bardzo słabego występu Polski na rosyjskim mundialu, turniej sprzed dwóch lat wygląda na bardzo udany. Ale czy pamięć nie płata nam figli? Nie ma lepszej metody żeby zweryfikować wspomnienia niż sprawdzić i porównać liczby.

Już na samym początku niejeden czytelnik może być zaskoczony: pod względem tzw. goli oczekiwanych nie ma większej różnicy między tymi turniejami. We Francji Polacy notowali 0,9 xG/90 minut gry, a ich rywale 0,8. W Rosji było to odpowiednio 1,1 i 0,9. To są dane zbiorcze, nie uwzględniające stanu gry. Innymi słowy, nie biorą pod uwagę, że podczas mistrzostw kontynentu Polska ani razu nie musiała gonić wyniku. Niemniej zestawienie xG niejako zrównuje oba turnieje – mecze drużyny Nawałki nie obfitowały w okazje bramkowe.

Różnice zaczynają się przy statystykach opisujących styl gry, poczynając od posiadania piłki, które we Francji było wyraźnie niższe niż w Rosji. Potwierdzają to dane o podaniach, których biało-czerwoni na mundialu wymieniali średnio o 80 więcej w meczu niż we Francji. Jednak w niedawno zakończonym turnieju udział podań do przodu czy podań w tercji rywala był niższy niż na mistrzostwach Europy. Jednocześnie, w Rosji Polacy grali nieco więcej długimi piłkami, za to we Francji znacznie częściej dośrodkowywali. Ponadto, we Francji zawodnicy Nawałki dużo częściej i skuteczniej dryblowali. Tworzy to obraz drużyny grającej szybko, odważnie, do przodu, ale raczej skrzydłami, podczas gry po dwóch latach ta sama drużyna powoli konstruowała akcje, rzadziej korzystając z dośrodkowań. Celność podań była mniej więcej taka sama, jednak „odwagę” gry można odczytać z proporcji wszystkich strat piłki do podań, która we Francji była wyraźnie wyższa.

Mecze Polaków we Francji były ciekawsze, jeśli mierzyć to liczbą strzałów. Biało-czerwoni oddawali 30% więcej strzałów, a ich rywale aż 40% więcej niż drużyny, z którymi graliśmy w Rosji. Podczas mistrzostw świata, nasza reprezentacja potrzebowała wymienić średnio 50 podań by oddać strzał. We Francji było to niecałe 32 podania. Co ciekawe, większy udział dośrodkowań w grze polskiej reprezentacji nie przełożył się na większy udział strzałów głową. Przeciwnie – w Rosji co trzeci strzał oddawaliśmy głową, we Francji co dziesiąty. Jednak podczas mistrzostw Europy Polacy oddali więcej strzałów zza pola karnego, przez co ich łączna jakość, mierzona xG/strzał, była dużo niższa niż w Rosji. Jednocześnie, nasza obrona we Francji dopuszczała rywali do strzałów niższej jakości niż w Rosji.

W grze obronnej też widoczne są różnice, takie jak np. większy udział przechwytów w ogóle akcji defensywnych. Jednak intensywność akcji obronnych w Rosji była wyższa, nawet jeśli nie dostosowywać tej miary o posiadanie piłki, które na mundialu było przecież wyższe, przez co próby odbioru piłki przez podopiecznych Nawałki skondensowane były w krótszym okresie. Widoczne też jest pogorszenie skuteczności pojedynków w powietrzu w ciągu dwóch lat, które minęły od francuskiego turnieju.

Turniej we Francji postrzegamy jako udany. Ulec w ćwierćfinale po karnych triumfatorowi imprezy to żaden wstyd. Pierwsze w historii wyjście z grupy mistrzostw Europy można uznać za osiągnięcie, choć  pamiętajmy, że dopiero wyjście z grupy kwalifikowało nas do szesnastki najlepszych zespołów kontynentu, czyli punktu startowego poprzednich turniejów. Po dwóch latach pod pewnymi względami widać zmiany w sposobie gry, ale podstawowe miary goli oczekiwanych nie różnią się istotnie, a nawet delikatnie przeważa mundial. To nie jest argument, że oba turnieje można oceniać jednakowo, ani tym bardziej, że występ w Rosji nie był taki zły. Jest to jednak argument dla tych, którzy w turniejowych rozstrzygnięciach podkreślają rolę przypadku i losowości. Świadczy o tym tabela z rozkładem prawdopodobieństwa bilansu bramek na obu turniejach. We Francji zdobycz bramkowa była zbliżona do takiej, jakiej można było oczekiwać zważywszy na xG, jednak straciliśmy mniej bramek niż w najbardziej prawdopodobnych scenariuszach. W Rosji z kolei zdobycz bramkowa była bliska najbardziej prawdopodobnemu scenariuszowi, ale liczba straconych bramek była wyraźnie wyższa niż można było oczekiwać patrząc na gole oczekiwane.

Źródło danych: Wyscout

~ Filip Dutkowski
(Sports Solver – www.sportssolver.pl)